Content marketing i SEO

Freelancer to ja:)

Freelancer to ja:)

Wczoraj moja najmłodsza córka hucznie obchodziła w przedszkolu Dzień Przedszkolaka, a dzisiaj ja obchodzę Dzień Freelancera. Tak, 21. września to Dzień Freelancera czyli moje święto, bo od ponad 4 lat pracuję właśnie jako freelancer. Postanowiłam podzielić się z Wami moją historią, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym aktualnie jestem.

Miesięczne zastępstwo na 6 lat 😉

Moje pierwsze doświadczenia zawodowe zaczęłam zdobywać jeszcze w czasie studiów. To wtedy, za pośrednictwem mojego brata, trafiłam na miesięczne zastępstwo wakacyjne do firmy deweloperskiej. Zajmowałam się głównie działaniami marketingowymi i kontaktami z klientami. Prezentowałam mieszkania, które jeszcze wtedy były na etapie stanu surowego i wiele wysiłku wymagało ode mnie opisanie tego, jak będą ostatecznie wyglądać.

Praca miała trwać miesiąc, ale okazało się, że dziewczyna, którą zastępowałam, zaszła w ciążę bliźniaczą i musi leżeć. Byłam więc naturalną kandydatką do jej dalszego zastępowania. I tak z miesiąca – zrobiło się 6 lat. W tym czasie zmieniał się zakres moich obowiązków, ale podstawą był zawsze kontakt z klientami i prowadzenie działań marketingowych. Pracowałam od 9-17, czasem musiałam zostać dłużej, gdy umówiony klient nie mógł przybyć o innej godzinie, czy przyjść w sobotę/niedzielę, bo tylko wtedy potencjalny zainteresowany mógł obejrzeć mieszkanie. Wtedy nie było to dla mnie problemem.

Nadszedł jednak czas zmian, który wiązał się z narodzinami mojej pierwszej córki. Wtedy urlop macierzyński trwał jedynie 18 tygodni, a ja po wykorzystaniu urlopu wypoczynkowego, gdy moja córeczka miała niecałe pół roku, wcale nie chciałam wracać do pracy w biurze. Szef na szczęście (i chwała mu za to!) poszedł mi na rękę dając możliwość zmiany zakresu obowiązków i pracy w dużej mierze zdalnej. Równocześnie zaczęłam też myśleć o własnym biznesie, w branży nieruchomości oczywiście (przecież innej nie znałam), a miałam ku temu doświadczenie i potrzebne wówczas licencje.

Agencja nieruchomości

Zaczęłam więc działać jako pośrednik w obrocie nieruchomościami. Wydawało mi się wtedy, że to idealny biznes dla mamy. Mogłam wyszukiwać oferty pracując z domu, umawiać się z klientami w godzinach, kiedy opiekę nad małą przejmował mój mąż oraz miałam kontakty, które z pewnością ułatwiły mi start. W praktyce okazało się jednak, że ta praca wcale nie wygląda tak różowo.

Odkryłam bowiem, że bardzo niewiele w tej pracy zależy ode mnie. Wielokrotnie okazywało się bowiem, że zdecydowani na zakup mieszkania czy domu rezygnowali z niego w ostatniej chwili, mimo że wszystko było już ustalone, warunki dograne i termin u notariusza dogadany. Czułam więc, że tracę czas jeżdżąc i pokazując mieszkania, a ilość czasu, jaki poświęcam potencjalnym klientom wcale nie przekłada się na moje przychody.

W międzyczasie zostałam mamą po raz drugi, część ciąży spędzając na zwolnieniu z nakazem oszczędzania się. Po porodzie i zakończonym macierzyńskim, wróciłam do czynnego działania w nieruchomościach. Zmieniłam jednak rynek działania, bo przeprowadziłam się pod Kraków i niestety natrafiłam na czas posuchy w nieruchomościach. Czułam więc, że to właściwy czas, aby coś w moim życiu zmienić. Powrót na etat nie leżał w zakresie moich zainteresowań, bo chciałam poświęcać czas moim dzieciom. Poza tym pod moim sercem rosło już trzecie dzieciątko, więc byłam zupełnie nieatrakcyjna dla ewentualnych pracodawców;)

Freelancer – praca na zlecenie

Zaczęłam więc zastanawiać się co umiem robić, co mogłabym robić w domu i co pozwalałoby osiągać wymierne efekty. Znałam się na nieruchomościach, marketingu i obsłudze klienta. Szukałam więc w sieci podpowiedzi, jak te moje zasoby wykorzystać, aż natrafiłam na serwis zlecenia.przez.net (już niestety nieistniejące).

Przejrzałam dostępne zlecenia i okazało się, że całkiem sporo jest pracy dla copywriterów. Uznałam, że to coś dla mnie, bo po pierwsze pisać zawsze lubiłam, po drugie poloniści nigdy nie mieli zastrzeżeń do mojego stylu (raczej do tego, że zbyt zwięźle formułuję myśli, co w pisaniu do sieci sprawdza się doskonale;)), a po trzecie miałam doświadczenie w redagowaniu tekstów prasowych, bo przez pewien czas pisałam artykuły z branży nieruchomości dla prasy lokalnej. Zaczęłam się więc zgłaszać do zleceń i gdy pojawiło się to pierwsze poczułam się, jakbym złapała Pana Boga za nogi:)

Zaczynałam od pisania precli, tekstów zapleczowych, opisów do katalogów, prostych tekstów na strony www. Stopniowo nabierałam doświadczenia, poznawałam tajniki SEO i pozycjonowania. Coraz bardziej podobało mi się to, co robię i widziałam, że zmiany algorytmów Google’a dają coraz większe pole do popisu. Zamiast dziwnych słów kluczowych, które należało wpleść w treść pojawiało się coraz więcej zleceń, w których to treść była najważniejsza. Miałam więc okazję na własnej skórze doświadczyć zmian, które doprowadziły do tego, że content marketing faktycznie stał się królem.

Jeśli nie do końca wiesz czym dokładnie się zajmuję, to więcej na ten temat przeczytasz we wpisie kim jest copywriter.

Od tamtego czasu minęły już ponad 4 lata, a ja czuję, że wreszcie jestem na właściwym miejscu. Lubię to, co robię, widzę wyraźne możliwości rozwoju mojego biznesu i mam plany, jak je wykorzystać. Mogę też pracować i utrzymywać work-life balance zgodnie z moimi priorytetami. Mogę mieć dzień wolny, gdy potrzebuję coś załatwić/mam ochotę na zakupy w centrum handlowym, jest przedstawienie/wizyta u lekarza/zajęcia otwarte w przedszkolu. W tej chwili już dobieram sobie zlecenia i nie biorę takich, które  4 lata temu wzięłabym z pocałowaniem w rękę;). A więc z całą pewnością freelancer to ja!

 

Czy Ty też jesteś freelancerem? Może masz ochotę podzielić się swoją historią? Napisz w komentarzu albo podziel się na Fb dodając #dzienfreelancera. Poznajmy się nawzajem i poznajmy nasze historie.

  • Dobrze się czyta takie historie z pozytywnym zakończeniem. Robisz dokładnie to, co ja sama chciałabym robić, ale brak mi trochę odwagi, by pójść w tym kierunku. Jednak każda taka historia pokazuje, że można, że się da, że wystarczy chcieć 🙂

    • Życzę powodzenia, żebyś jednak podjęła próbę zmian:) Jeśli nie masz odwagi czy możliwości postawienia wszystkiego na jedną kartę, to warto na początek spróbować, nie rzucając całkiem dotychczasowego zajęcia. Małymi krokami, ale do przodu!

      • Dziękuję 🙂 Swoją drogą – Twój blog jest bardzo przejrzysty i pełen wartościowych treści. Z przyjemnością będę zagląać tu częściej.

  • Czasami zaczynamy coś przez przypadek 😉